poniedziałek, 10 marca 2014

#0x0008: Nothing.

Czy mam o czym pisać? Nie. Wszystko, co mi się ostatnio śni, a przynajmniej tak tylko mówię - jest lepsze od rzeczywistości, a więc nie chcę tego pamiętać, nie pamiętam, nie ma co zapisywać...

But I've got a dream...to make one damn fucking happy...because of me...one? Jass.

Miałem dziś drzemkę, obudziłem się w momencie, gdy zbytnio potraktowałem sobie maszynką do włosów prawą brew...już chciałem ciąć lewą i pytać się o kredkę, tzn żeby zatuszować tą masakrę. XD

niedziela, 23 lutego 2014

#0x0007: Jestem bobrem, WTF?

Po prostu muszę to napisać, to nie daje mi wręcz spokoju...
Nie wiem, co to miało znaczyć, ale kurfa, aż do teraz mam na to takiego samego wielkiego głoda! Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie drewno potrafi być mniaśne! XD Jak już zjadłem co miałem, została mi belka z zawiasami...pochodząca z mojego łóżka! o.O Była trochę brudnawa czy coś, w każdym razie nie pierwszej świeżości, a poza tym nie miałem pewności, czy jak ją zjem, to nie zachoruję...więc pomimo ogromnej ochoty, powstrzymałem się. Nie wiem czemu, nadal chciałbym spróbować tego drewna które wtedy jadłem... Lekko twardawe, choć raczej miękkie, słodkawe, smaczne.. No ej no, dajcie mi drewno... XD Potem już miałem jakieś dziwne sny...mógłbym opisać, ale po co, właściwie to mi się nie chce.


23.02.

Dzisiaj bądź wczoraj znowu mi się coś fajnego śniło, niestety nie pamiętam. Coś z Suzie, coś z Jasmine, ogólnie dobrze. W snach spędzamy mile czas, być może coś chce, poprzez sny, załatać mi tą pustkę braku wychodzenia i spotkań i w ogóle - z przyjaciółmi. Po prostu w rzeczywistości mają jeszcze swoje sprawy, a ja ciągle chciałbym z Nimi spędzać czas, no i mam zbyt wiele porąbanych pomysłów, które chcę realizować... :P Ostatnio stłasznie pozytywnie myśłę. :D Chciałbym, by tak już pozostało.

poniedziałek, 17 lutego 2014

#0x0006: Totalna amnezja...

No tak. Po coś ten blog powstał, a ja ledwo pamiętam, czy cokolwiek mi się w ogóle śni... But that's not it. Ostatnim razem było coś, czego nawet nie chciałem wspominać. I było też coś z Jasmine. Gorzej, jeśli śni mi się Suzie. Wtedy jest naprawdę źle...po prostu wolałbym się nie budzić. - Wiadomo o co chodzi. Obudzenie się jest powrotem do jeszcze większego koszmaru.... Kurwa. Rozmawiałem z nią dzisiaj, tak to powiem. Nie chciałem się kłócić...właściwie to chyba wyjaśniłem kilka rzeczy i było jak trzeba, normalnie...czyli tak, jak, jak...jak zawsze miało być. W ogóle, od kiedy to Suzie tak bardzo i łatwo wszystko rozumie, odpowiednio zmienia swoje zachowanie....yyy, no tak, to był sen.
Pogardzę dzisiejszą nocą, bo przeokropnie mi się spało, masakra... Za to nie pogardzę resztą, snami znaczy. Nie wiem, czy oglądałem jakiś film czy co, bo mam ledwie z tego wspomnienie. Jakieś miejsce oczyszczenia, odkupienia, niby się idzie na swoje ostatnie minuty życia a ma się świadomość, że zaraz znów się będzie żyło....cztery części tego było, cztery wydania... Cóż.
Podobało mi się jedno, choć sam scenariusz nie był wcale wesoły. Znalazłem się na, przy jakiejś skarpie. Dzień wyglądał na lato, ale taki chłodniejszy i nieco chmurny. Trawa w swym kolorze ciemnej, trawiastej zieleni. Stoję zwrócony do niej [skarpy]. Z mojej prawej strony widzę stół, są ludzie, dają jeść, jakby festyn.. Skarpa, po prostu stroma górka, bardzo stroma, jak na tzw. "skarpie" u mnie w mieście, mało kto wie o tym miejscu. Z różnicą tą, że nie ma jeziora na dole. Na dole bowiem, była trawa, były niewielkie krzaczki, byliny, otwarta przestrzeń. Tak jakby myśmy byli cywilizacją, a po przejściu na dół już tylko dziewicza przestrzeń i natura...i trzy albo cztery długowłose owczarki niemieckie, hasające sobie u stóp, bez jakiejkolwiek uwięzi, wyglądające przyjaźnie, ale jakby na coś czekające... Co mam w głowie? Hmm, to co zawsze, pewną świadomość. Znowu jakiś "czyściec", kurwa, karmią ludzi a potem wysyłają na śmierć. Ale nie, nie to mi się podobało. Stoję na tej górce, patrzę przed siebie, podziwiam chwilę widoki - to już opisałem. I nagle taki przebłysk świadomości: To już mi się kiedyś śniło, gdzieś to już widziałem...o kurwa....taak... Uwielbiam, jak wraca mi świadomość we śnie, bo mogę wtedy coś kontrolować, ale nie zawsze. Czasem po prostu mogę pomyśleć, tak jakby to nie był już do końca sen. Ale dobra, idźmy dalej. Pomagałem potem coś przy myśliwcach, to był chyba motyw z "Dnia niepodległości", wiecie, film taki. Podobało mi się to. Jeszcze ta aura, spotęgowana tym, że to wiosna, jak nie lato, super po prostu. Nie potrafię wszystkiego ująć, ale też nie pamiętam za wiele. Końcówka była...ciekawa. Ktoś coś chyba zrobił, w każdym razie wyszło na niego - musiał zejść w dół skarpy, na spotkanie z owczarkami. Ja się tylko przyglądałem. Próbował uciekać, ale na marne, one były cwańsze, szybsze, sprytniejsze, lepsze. Powiem tylko tyle - za wiele z niego nie zostało. W ułamek sekundy został rozszarpany i zeżarty, zniknął gdzieś... Pamiętam widok dwóch psów z pyskami od krwi, a w zębach kawałki zakrwawionego mięsa ze szczątkami.

wtorek, 11 lutego 2014

#0x0005: The Box, Hostel...

Siódma...właściwie to już po. Wstałem..albo nie, spać nie mogę. Zieewaam. Masakra... Jedna z gorszych nocy? Nie wiem... Raczej gorsiejszych - no bo zawsze mogło być gorzej. Ale to nic, w porównaniu z tym...tyle myśli mam na głowie, że (...), a żadna z nich się raczej nie spełni...
Dziś, koszmar. Tak jak w tytule, połączenie filmów The Box i Hostel. Kto oglądał, ten wie, o co chodzi...nie, nie było żadnych krwawych scen w moim śnie, a przynajmniej sobie tego nie przypominam. Było to tak...

Jest sobie jakiś gościu, chodzi tu i tam, po nocach, i zabija, tak ot. Przyjdzie i do Ciebie. Jeśli nie chcesz umrzeć, musisz się przyłączyć, nie ma innego wyjścia. W tym momencie dostajesz jakąś sumę pieniędzy, tak, jak przy naciśnięciu przycisku w The Box. Ale to ma swoje dalsze powikłania....w kaźdym razie okej, żyjesz. Ja żyję.
Nie wiesz jeszcze, jak to działa. Aż tu pojawia się zlecenie, informacja, punkt umowy - po prostu masz zabić. Pierwszy raz? No dobra...może ujdzie...choć szczerze, tego nie pamiętam, więc nie chcę mieszać.
Żyjesz niby normalnie, ale nie wiesz, kiedy znowu to się powtórzy. Kiedy ktoś nie chce być zabity, musi się przyłączyć....i nagle skądś się dowiadujesz, że takich ludzi kilku już jest, nawet jesteś przy jednym takim przypadku, który wybrał tą opcję. Mam dziwne wrażenie, że wśród 'nich' był ktoś, kto w tamtej rzeczywistości był jakimś moim znajomym, coś takiego... Nie wiesz, kiedy znowu się to powtórzy.
Noc. Śpię. Dostaję smsa. Generalnie, można dostać albo bezpośredni telefon, albo smsa. Masz wybór: albo bez mazania się podjąć zlecenie, albo - odpisać, że teraz nie, że później, czy po prostu olać i nie odpisać - ale w każdym z tych drugich wariantów będziesz musiał się porządnie tłumaczyć. Najprościej mówiąc, będziesz mieć przejebane. Ja wybieram to drugie: biorę telefon, sprawdzam, odkładam, śpię dalej... Chyba miałem powód, chyba czekało mnie jakieś ważne spotkanie...szkoda byłoby iść na imprezę ze świadomością, że się kogoś kilka godzin wcześniej uśmierciło? No i co tam, za każde zrealizowane zadanie również dostaje się kasę. A z ofiarą...można robić, co się chce. Do śmierci. Hostel.

-----

Śnił mi się też mój ukochany ś.p. króliczuś, Tuptuś. Chociaż ja mówiłem mu TupTup. Już chyba kolejny raz to, tak samo, jak ze studniówką. Biedny taki, przestraszony, coś wiercił się w nocy, zachowywał tak, jakbym, jakbyśmy ledwo go kupili. Gdy wziąłem mu łapkę, szybko ją zabrał.. Strasznie speszony, mam nadzieję, że nic mu tam w jego raju nie zrobili... Taki kochany był.

czwartek, 6 lutego 2014

#0x0004: Śni mi się, choć nie pamiętam: studniówka...

Spałem dziś jak nigdy od dłuższego czasu... Chociaż trochę niespokojnie i czujnie jak zawsze, budząc się przy każdym dźwięku... Ale spałem, tak, jak zawsze lubię, a rzadko mi się udaje. Niewiele pamiętam. Wiem, że ktoś mnie czymś wybudził, właśnie w momencie, kiedy miałem próbować jakiejś niezwykłej potrawy przypominającej pizzę. Siedząc w gronie męskim, z wielką obojętnością na jakiekolwiek dziewczyny - a co, nie można? Skoro takie 'fafne' są to czemu mielibyśmy się nimi przejmować?... Wśród tych, prawdopodobnie kumpli, czułem się dobrze. Zero przejmowania się... Wiem jedno - miałem ochotę się porządnie nażreć i ewentualnie przy okazji napić...bo w takim gronie - czemu nie? Ale to było pod koniec.
Właściwie nie znam kolejności.
Pamiętam tak: jedziemy czymś. Raz, wygląda na samochód, raz na pociąg, raz na autobus. Przesiadłem się, by z kimś móc rozmawiać. Nie wiem z kim. Wyglądało to jak jakaś krzyżówka autobusu z pociągiem...i to nawet dosyć luksusowe 'coś'. Nie wiem, jak byłem ubrany ani jak reszta, ale było czuć ten nastrój, czyli garniaki. Mój mózg uwielbia mnie dołować, szczególnie przypominając i pokazując rzeczy w sposób, w jaki się nigdy już nie wydarzą...
Dalej. Coś ciekawszego: jedziemy, tym razem przypomina to samochód. Nie wiem, co to była za pora dnia, ale można było spodziewać się zmiany nocy na dzień. Jednak, tym razem, w dość niecodzienny sposób... Słońce miało wschodzić niedługo, na horyzoncie widać lekką łunę, ale to jeszcze nie to...księżyc musi się jeszcze ze słońcem zamienić. A więc się zamienia: My jedziemy szosą, a tu nagle jakby, zbliża się i nas wyprzedza co?...Słońce oczywiście, w postaci jaśniejącej, rażącej w oczy kuli wielkości mniej więcej takiej, jak można to zobaczyć na horyzoncie podczas wschodu... A czemu tak napierdala jak głupie i nas wyprzedza? Bo to jeszcze nie pora na wschód u nas, najpierw jeszcze kto inny, no i wschód...nie, nie będzie go ze strony, do której zwrócony jest tył samochodu, nie, bo tam się księżyc schował... Będzie z drugiej, a żeby wschód mógł tam być, słońce musi się przenieść.
Dziwne. :D

Mam wrażenie, że studniówka już nie raz od jej czasu mi się śniła...i to jest ten problem. Jest źle.

Tak jeszcze poza tym. Trochę dziwne, nienormalne, nieodpowiednie, żeby śniło mi się, że Suzie napisała do mnie smsa. To jest przecież niemożliwe, nadzwyczajne...zbyt piękne, żeby kiedykolwiek, przy obecnych warunkach miało to miejsce w rzeczywistości, żeby ona do mnie się sama odezwała, wykazała jakiekolwiek zainteresowanie, chęć, cokolwiek... Wiem tylko, że to, co było treścią smsa, było napisane, lub chociaż było przejawem największej troski, jakiej można się od niej spodziewać.. I wcale nie znaczyło tego, co można było się doczytać. "Wszystko okej?" Zdecydowanie tak, to było to. Choć sprytnie zakodowane. Był ranek. Ktoś znowu spowodował jakimś głośniejszym dźwiękiem, że się wybudziłem na chwilę. Chciałem odpisać: `tak, śpię.` .

...

Hmm, jest źle....

Hej, śpisz?

sobota, 1 lutego 2014

@0x0003: Fucked up.

Nie ma to jak rozjebać w trzy dupy swoje marzenia. Chciałbym móc jeszcze raz przeżyć wczorajszy dzień, tylko po to, żeby móc wszystko naprawić, zrobić to lepiej. Niestety, nie zadedykuję już i nie zaśpiewam na parkiecie, przed wybraną osobą utworu Enrique Iglesiasa - "Hero", ani nie będę miał najzajebistszej studniówki w życiu...


Nie chce mi się żyć.

smutno mi...

piątek, 31 stycznia 2014

#0x0003: Dreams ain't only "dreams". They are also dreams.

Nie chodzi o to, czy dziś mi się coś śniło. Dziś nie było niczego godnego uwagi.
Dziś za to - mam studniówkę. Swoją. Pierwszą w życiu i zapewne jedyną.
O co chodzi z tytułem?
W języku angielskim "dream" nie odnosi się tylko do snów. Są to też marzenia. A moim dzisiejszym marzeniem jest studniówka - spędzić ją należycie i bawić się jak nigdy...oraz być z tego zadowolonym.
Idę z niedawno poznaną dziewczyną. Problem jest mały we mnie, bo mam mieszane uczucia, co chwile jedne biją się z drugimi. A ona jest naprawdę wartościowa... Być może nie jestem gotowy/przygotowany/przyzwyczajony do takich osób, jak ona. Być może chcę czegoś więcej, jednocześnie tego nie chcąc.. Mam tylko jedną nadzieję: oby się nic nie zjebało. Dla mnie - nie ma takiej opcji. Ma być tylko lepiej. :D

czwartek, 30 stycznia 2014

#0x0002: To nie była bezsenna noc...a już się cieszyłem.

Wstaję dziś, siadam na łóżku...nie chce mi się. Patrzę do głowy, nic nie widzę nowego, pustka. Wygrzebuję się, ogarniam, idę do łazienki...i już wiem, co mi się śniło. A co? Hmm...em.. Że moja mama zmieniała kostkę w kiblu. Ot tyle i aż tyle. Super. XD

środa, 29 stycznia 2014

#0x0001: 23:12 : disappearing...

Najdalej jak pamiętam, śni mi się Suzie. Jest mną zainteresowana, zachowuje się dla mnie tak, jak w moich tycich marzeniach, poprawia mi rzemyki na lewym nadgarstku. Nie jestem `nic nie znaczącym czymś`. Trochę mi je poszarpała, ale to nic, tak wyszło. Ważne, że nie jestem obojętny... Btw, chyba byliśmy w trójkę. Z Jasmine.

Part two.
Jestem w jakimś ośrodku. Istny bałagan i koszmar. Obóz, niewielka noclegownia? Nie. Coś jakby wycieczka szkolna? Też nie. Mamy łóżka, każdy ma swój przydział. Jedna łazienka. Dużo dzieci...od wieku nawet, hmm, 5lat? Pielęgniarki albo coś takiego. Tak naprawdę w głowie mam zakodowaną jedną wiadomość: wariatkowo. W dodatku wygląda jak obóz, taki wiecie, wakacyjny. Ale tak fajnie wcale nie jest. Jedna z przełożonych - kurde, skąd ja wiem, że to szefowa? - się ciągle drze, raczej zdecydowanie na nas. Ośrodek pełen normalnie wyglądających, zachowujących się, zdrowych(no, oprócz mnie, tak się czuję) ludzi, będący miejscem dla psychicznie chorych, a tymczasem sama szefowa powinna zostać w jednym takim umieszczona. Super...
Idę do łazienki, wyleguję się w wannie. Mija dość długi czas. Nagle ktoś uchyla drzwi, dostaję opierdol, że za długo siedzę i mam zdecydowanie kończyć...bo jak się okazuje, na te sprawy mamy aż! siedem! minut!!!* ... Dobra, powoli się wygrzebuję, nie mają prawa mi nic zrobić... Drzwi się zamykają, ja udaję, że już kończę... Po jakiejś chwili wbija mi jakaś mała dziewczynka, może około 5-6cio letnia, nie wiem. Ja nieco zaskoczony i trochę oburzony...siku przyszła, niech będzie. Z racji jej zjawienia się nawiązuje się rozmowa, ona z racji potrzeby załatwienia spraw fizjologicznych rozbiera się(takie warunki, cóż..), okazuje się, że między nogami jest jakby chłopcem...no, niezły ten ośrodek... Zdziwiony jeszcze bardziej chyba o coś się jej pytam, choć nie wiem naprawdę, o czym rozmawiamy. Nagle znajdujemy na podłodze portfel - materiałowy, czarno-niebieski, jakby z Cropp-a. Ona od razu go podnosi, przeszukuje...sobie bierze może jakieś dwie-trzy dychy, mi daje...przez chwilę myślę, że sobie wzięła większość, ale patrzę: stówa! Mówię jej, że lepiej, żeby się teraz tego portfela pozbyć, żeby nikt go nie mógł znaleźć. Sam, trochę zaskoczony znowu, i trochę dziwnie się czując, składam banknot na cztery i chowam w małej kieszonce spodni. (...)
Jestem poza całym obozem, który można by uznać za koncentracyjny... Uciekłem, nie wiem jak, ale jest dużo rzeczy walących mi się do głowy, mało czasu i bardzo niebezpiecznie. Chodzę gdzieś, wszędzie, ze stówą w kieszeni - co jakiś czas sprawdzając, czy ona tam jest, za każdym razem ciesząc się ze zdobyczy. Trzeba się ukrywać, trzeba poruszać się sprytnie, by nie zostać znalezionym. Byłem po coś w domu. Chociaż nie był to mój prawdziwy dom z realnej rzeczywistości. Bardziej jakieś inne miejsce, inaczej wyglądające, ale takie, gdzie czułem, że to dom. Na zewnątrz ponuro, nieco chmurnie. Ponuro: aura jakiejś wojny, niebezpieczeństwa. Tu i ówdzie można by się dopatrzyć słońca. Jest wiosna albo chłodniejszy dzień lata. Pamiętam jedno "zdjęcie" miejsca: jestem w jakimś ogródku, albo nie, w jakimś parku, a może na przestrzeni pomiędzy blokami mieszkalnymi, być może na ulicy R, jakie to są w moim mieście. Trawa, zielona, kilka drzewek..

Part three.
Hmm, chyba gram w wow-a. Trochę się bawię, ale raczej pomagam innej osobie. Wsiadłem sobie na to takie latające coś(teraz nawet zbliżonej nazwy nie jestem w stanie sobie przypomnieć, a to proste słowo było). Odleciało, zabrało mnie *** wie gdzie, a Jasmine raczej z tego powodu wielce zadowolona nie była, znowu mi się oberwało(w kontekście tej nocy). W ogóle, w wow-ie są góry i śnieg?!... Na szczęście odnaleźliśmy jakieś znajome miejsce, ale jeśli chodzi o moje sny, prawie nic nie pasuje do realnych faktów: miejsce to w rzeczywistości pewnie nawet w tej grze nie istnieje. Ale okej - idziemy już powoli...nagle staję się główną postacią.
Nagle okazuje się, że dwa długie stoły są obstawione ludźmi, jakaś impreza, wyżerka, coś... I w tym momencie wkracza instynkt króliczka, a więc koniec...nie napiszę go tu. To był sen, więc lepiej zapomnieć. :D

* - dziwne, tego dnia kupowałem akurat 7 bułek...

23:12 : facebook shut down. If anyone wants to meet me, talk with me, will have to know my address...or telephone, at least. Pissed off of being `useless nothing`. When you remind yourself about me, don't call, don't write. Come.
...

#0x0000: Enter the description: "Sennik".

Well...
Tak: wstaję dziś, w sumie gwałtownie obudzony przez mamę - zaspałem. Ograniam się i chcąc, niechcąc, wertuję nocne projekcje. Jestem zły. Myśl: a może by zacząć to wszystko spisywać?
...